ul. Paderewskiego 10/12,   10-314 Olsztyn,   tel. 089 526-79-91,   e-mail: sekretariat@zseh.pl

   

Google

www.zseh.pl
w Internecie
 

Data ostatniej aktualizacji:
2011-03-18

 

  Start

  Informacje

 Rekrutacja

   Szkoły

 Program

   Kadra

  Matura

„I znów karnawału czas...”,
czyli szkolne spotkania z etnografią

 

Dnia 18 .02. 2011 r. miało miejsce spotkanie z panią Elżbietą Kaczmarek, etnografem z olsztyńskiego Muzeum Warmii i Mazur. Spotkanie to poświęcone było tradycjom karnawałowym w Polsce, a szczególności na Warmii i Mazurach. Uczestniczyli w nim uczniowie z klas technikum naszej szkoły (specjalności ekonomista, handlowiec, logistyk, informatyk), a także zasadniczej szkoły zawodowej (klasy sprzedawców i fryzjerskie).

Na artystyczną oprawę spotkania złożyły się wiersze o tematyce karnawałowej, które recytowały uczennice klasy I TL: Kinga Winnicka (tekst Lucyny Krzemienieckiej „Przebierańce”), Alicja Grabuś ( utwór Ryszarda Przymusa „Przebierańce”) oraz uczennica klasy III TH Kamila Szymaniak (wiersz „Bal” nieznanego autora). Po tym krótkim literackim montażu dziewczęta z klasy II „C” zaprezentowały układ taneczny przygotowany pod kierunkiem pani Jolanty Piotrowicz. Inspiracją do występu były cztery pory roku. Uczennice w przepięknych sukniach i w oryginalnych, pełnych przepychu makijażach zachwyciły publiczność. Kostiumy i makijaże charakteryzowały wyobrażaną porę roku. Nad stylizacją uczennic czuwała również pani Jolanta Piotrowicz. Muzyczne tło części artystycznej stanowiła mieszanka utworów muzyki klasycznej(Vivaldi „Cztery pory roku”, Grieg „Per Gynt”) oraz muzyki rozrywkowej (Black „Wonderful life”, „Oxygene” Jean Michal Jarre). Nastroju spotkania dopełniała dekoracja świetlicy, w której odbywała się ta szkolna impreza - kolorowe balony, weneckie maski oraz wachlarz umieszczone na tablicy osłoniętej granatową materią. Za dekorację sali odpowiadała organizatorka spotkania Bogna Daukszewicz, nauczyciel bibliotekarz.

Po artystycznej części programu głos zabrał zaproszony gość, który przybliżył zebranym tradycje związane z karnawałem.

W pierwszych słowach swego wystąpienia pani Kaczmarek wyjaśniła pochodzenie słowa „karnawał”. Nazwa ta wywodzi się od włoskiego carne vale, a słowo to zaczerpnięte z łaciny oznaczało 'pożegnanie mięsa' (carne 'mięso' + valere 'obowiązywać, być ważnym, królować') lub carne 'mięso' + vale 'żegnaj'. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Karnawa%C5%82)

Na ziemiach polskich karnawał przyjął się już w XVI w., o czym wspomina turecki poseł sułtana Sulejmana Wspaniałego, który w listach do swego władcy pisze, …iż chrześcijanie w pewnych okresach roku ogarnieni są jakąś wariacją, szaleństwem, które ustaje dopiero, gdy im jakowyś proszek sypią na głowę. Mowa tu oczywiście o środzie popielcowej, która istotnie jest tym dniem zamykającym czas hucznych zabaw zaczynających się już od świąt Bożego Narodzenia.

Zarówno początek, jak i przebieg tych zabaw oraz koniec karnawału był świętowany przez poszczególne grupy społeczne. I tak arystokracja urządzała kuligi z niemiecka zwane „schlichtadami”. W domach bogatych mieszczan oraz we dworach szlacheckich o godzinie 12.00 z wtorku na środę pani domu wchodziła do salonu ze służbą, wnosząc duży półmisek przykryty pokrywką. Gdy podniesiono przykrywkę, wylatywał spod niej wróbelek bądź inny ptaszek, symbolizując tym samym, że tak jak on odlatują także wszystkie radości i wesołość. Na półmisku tym podawane były śledzie i kubek mleka. Każdy z obecnych częstował się śledziem, mleko zaś służyło do przeprowadzenia wróżby.

Otóż każdy z gości nabierał na łyżkę mleka i chlapał nią na sufit, próbując odgadnąć z kształtu plamy swoją przyszłość. Nasilenie zabaw przypadało zaś tak samo dla wszystkich, czyli od tłustego czwartku po środę popielcową.

Odmienne zaś zabawy preferowali mieszczanie. I tak np. krakowskie przekupki przebierały się za damy – w powłóczyste, długie suknie, robiły peruki z drewnianych wiórów wyproszonych u stolarzy i tak przebrane biegały całym grupami po rynku krakowskim. Jeśli napotkały rajcę miejskiego lub też samego burmistrza, to długo i namolnie dopominały się wódeczki, aż w końcu postawiły na swoim.

Ciekawie karnawał przebiegał na wsi. Już od świąt Bożego Narodzenia po warmińskich i mazurskich wioskach chodzili przebierańcy zwani „rogalami” (nazwani tak od pączków zakończonych rogami, którymi byli częstowani).W skład takiej grupy zawsze wchodziły następujące postacie: baba z koszem na datki lub zawiniątkiem wyobrażającym niemowlę, dziad z instrumentem muzycznym oraz osoby wyróżniające się strojem lub wyglądem – żołnierz, Cygan, Żyd lub, w nowszych czasach, kominiarz. Ale zawsze stały skład takiej grupy stanowili ludzie przebrani za bociana, kozę i niedźwiedzia. Przy czym postaci te nie były przypadkowe. Bocian symbolizował wszystko, co w przyrodzie jest przyjazne i łaskawe człowiekowi, a zatem należało tym siłom podziękować za przychylność.

Koza (na południu Polski turoń) natomiast utożsamiana była z płodnością, która ważna była dla rolniczej społeczności, gdyż obfite plony zapewniały pożywienie na następny rok. Niedźwiedź zaś symbolizował te siły w naturze, które nie były przychylne człowiekowi, zatem należało je w ten sposób obłaskawić. Grupa tychże przebierańców wędrowała od wsi do wsi do dnia Trzech Króli (6 I), zbierając oprócz wspomnianych już „rogali” także żywność, używaną odzież, a nawet drobne datki pieniężne. By zachęcić do dawania im datków, przymawiali się zabawnymi wierszykami. W dzień Trzech Króli do tej gromady dołączali się kolejni przebierańcy wyobrażający tychże króli, niosąc ze sobą Gwiazdę i szopkę.

Oba połączone korowody wspólnie śpiewały kolędy, składały życzenia świąteczne i noworoczne, no i oczywiście upraszały się o drobne datki. Te pochody przebierańców dawały właściwy początek wiejskiemu karnawałowi. Najczęściej owe zabawy były składkowe, niektórzy przynosili swoje potrawy, inni zaś zamawiali jedzenie w karczmie, w której odbywały się wieczorne tańce. Solidarnie zaś składano się na ludową orkiestrę przygrywającą do tańca.

Relacje cytowanego powyżej posła tureckiego władcy Sulejmana Wspaniałego są świadectwem, że istotnie ostatki karnawału to czas ogromnych szaleństw i jedyny okres w roku, gdy kobiety bezkarnie mogły przebierać się za mężczyzn, a mężczyźni za kobiety. W dawnych bowiem czasach kobieta w spodniach nie była dobrze postrzegana przez otoczenie, mogła narazić się na karę za obrazę moralności. Również tańce w tym czasie były dość żywiołowe, gdyż wierzono, że im wyżej będzie się skakać w tańcu, tym wyższe i dorodniejsze urosną uprawne rośliny. Skakano zatem na wysoki len, na wysokie kartofle, na wysokie żyto. Ale czas zabaw karnawałowych i tutaj miał swój kres.

W nocy z wtorku na środę popielcową w karczmie wiejskiej o godzinie 12.00 milkła kapela, ustawały tańce. A ku przestrodze tych, którym jeszcze było mało, opowiadano o dziewczynie, która złamała zakaz i po północy jej partner zamienił się w diabła, zamęczając ją tańcem na śmierć. W niektórych wsiach kapelę ładowano na taczki i wywożono poza wieś, w pole na znak końca karnawału. W innych natomiast miało miejsce tzw. „zabijanie grajka”, czyli symboliczne obcinanie grajkowi głowy drewnianym mieczem lub nożem, tak by oczywiście nie wyrządzić krzywdy. Następnie patelnie i naczynia, w których przyrządzano mięso i potrawy na zwierzęcym tłuszczu i, szorowano popiołem i zawieszano wysoko w kominie na znak zbliżającego się postu.

Ostatecznym aktem kończącego się karnawału było tzw. „przypinanie klocków”. Odbywało się to w środę popielcową, gdy wszyscy wyszli z kościoła z porannego nabożeństwa. Wówczas czekali żartownisie przypinający przechodzącym ludziom do pleców łapkę lub ogonek króliczy, skórkę węgorza lub też karteczkę ze złośliwym lub dowcipnym napisem. Zabawa była tym lepsza, im dłużej ktoś chodził z takim „klockiem”, nie wiedząc, że ma coś doczepionego do pleców.

Na tym zakończyła swe ciekawe opowieści o karnawale pani Elżbieta Kaczmarek, a jej słowa spisała w tym materiale pani Bogna Daukszewicz. Końcowym punktem spotkania było złożenie podziękowań przybyłemu Gościowi oraz wręczenie przez uczennicę klasy III TH Kamilę Szymaniak w imieniu społeczności szkolnej bukietu tulipanów.

Bogna Daukszewicz            

 

 

Projekt i wykonanie: Zdzisław Niewiadomski

 Copyright: Zespół Szkół Ekonomiczno-Handlowych w Olsztynie

Olsztyn, 2005